• Wpisów:8
  • Średnio co: 206 dni
  • Ostatni wpis:5 lata temu, 00:25
  • Licznik odwiedzin:1 380 / 1855 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
W tym roku zupełnie nie mam zapału by isc tam. Powodów, nie mam po co iść do szkoły. Napisałam 100 faktów o przyjaciółce. Nie chce mi się spać. Nie mam co robić, nie wiem jak pisać. Nie wiem. Znalazłam taki obrazek, bardzo podoba mi się cytat, tylko nie wiem z jakiego filmu jest.
  • awatar MIAUU .: zapraszam do siebie, może coś znajdziesz dla siebie i zachęcam do skomentowania :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Już 1 września. Nie lubię września. Nie lubię szkoły. Nie lubię ludzi. Jie lubię się przed nimi otwierać, ale nie lubię samotności. A jestem sama. Nikt mnie tak naprawdę nie rozumie. Przyjaciółka powiedziała, że nie ma na mnie siły i poszła. No trudno, ja nie mam siły na otwieranie się przed ludźmi i na ból. Ból po rozstaniach, "miłości", przyjaźni, po uczuciach, emocjach.
  • awatar Anonimowezycie: Nie lubisz wrzesnia ? dobrze cie rozumiem -,- mi sie wrzesien kojarzy ze smutkiem z deszczem z nieprzespanymi nocami z depresja ... ;/
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Bezsenne noce. Takie noce służy mi pinger. Dopiero początek, a ja już wypisuję dzisiejszy limit jednego posta. Ach. Nudzę się. Nie ma pieniędzy na szlugi, nie ma gdzie ich trzymać, a potrzeba zapalenia jest. Zaczynam odczuwać głód, ale przecież nie jem po 19. Wypisuję tu byle co, bo nie mam co robić.
 

 
Muszę przyznać, że przez ostatni rok, a raczej od grudnia, mój gust muzyczny bardzo się zmienił. Przede wszystkim, przekonałam się do rapu. Nie lubiłam tego gatunku, dopóki nie poznałam. Faktycznie, nie lubię "pustych pierdoleń", o tym jak to autor tekstu jest najlepszy, ma wykurwiste flow i kupę hajsu. Zaczęłam trochę słuchać muzyki elektronicznej, najwięcej dubstepu. Może i wiertarka, ale czasem lubię. A ostatnio rock. Kiedy znalazłam u babci winyl perfectu, 1981. Polski rapi i rock, oczywiście. Wcześniej jakoś nie przepadałam za polską muzyką. Myślałam o niej jako o pustych, popowych piosenlach o niespełnionej miłości. Zresztą w obcojęzycznych nie zwracałam za bardzo uwagi na tekst, może dlatego je akceptowałam, ale prawda jest taka, że większość zagranicznego popu, jest jeszcze głupsza, niż polski.
 

 
To uczucie kiedy tam gdzie miały leżeć dwie paczki papierosów, ich nie ma. Kiedy siostra mówi, że rodzice przeszukali pokój. Kiedy tłumaczysz, że to koleżanki. Kiedy wierzą, ale zarzucają brak myślenia. No i kiedy chcą Cię wysłać do imternatu do Warszawy, do sióstr zmartwychwstanek. Ach, albo do psychiatry, no bo "to schizofrenia". Już nie wiem co myśleć. Boli mnie wszystko.
 

 
Nie wiem czy bardziej nienawidzę swojego imienia czy siebie. Nie chcę być jakąś panikującą osobą, ale to prawda. Stałam dziś przed chłopakiem, który mi się przedstawiał. Powiedział jak mna na imię, a ja czekałam i nie wiedziałam co odpowiedzieć. Wreszcie jednak oprzytomniałam, powiedziałam i szybko puściłam jego rękę. Kiedyś poznałam dziewczynę, przez aska. Obie nie wiedziałśmy jak się nazywamy, po dwóch tygodniach pisania na gadu-gadu, ona zrozumiała, że nie znamy swoich imion. Okazało się, że nie wyjawiałyśmy ich, bo miałyśmy tak samo na imię. Obie nie lubimy tego imienia. A siebie, za co mogłabym siebie nienawidzić? Za wszystko. Za to, że jestem nieczuła, że krzywdzę ludzi, że nie mam idealnej figury, że moje oczy mają dwa inne odcienie brązu, za to, że okłamuję, że nie staram się o sympatię ludzi, wprost przeciwnie. Za to, że nie staram się w kontaktach z ludźmi, potem jestem zła na siebie, że mnie nie lubią. Za to, że jestem, że żyję, zatruwam ludziom życie i spokój. Za destrukcyjną psychikę, za wszystko.
 

 
Ach, ludzie nie nienawidzą. Nie dziwię się. Destrukcyjna natura i brak "złotego środka", a przede wszystkim sprzeczność, która wiąże się ze zmianą nastrojów. Zepsułam kilka znajomości, to prawda, ostatnio szczególnie. Cieszę się tylko, że są osoby, na które zawsze mogę liczyć. Nie licząc siebie, jest ich trzy, nie raczej dwie. No cóż, nie każdemu można wierzyć. Kiedy ludzie Cię wystawiają, bo po prostu masz za mało "SWAGU". Lans, vans. Nie żebym cokolwiek krytykowała. Mam nadzieję, że szybko nauczę się hamować, nie mówić tyle. Ach, brak mi składu, jakiegokolwiek stylu. No cóż, bywa.
 

 
Pierwszy raz kiedy zapaliłam papierosa. Nie chciałam tego. Namowa jakiejś koleżanki. Jej okrzyki "muszisz ze mną zapalić, musisz". Byłam po piwie, bez namysłu zgodziłam się. Byliśmy we trzy. Trzy, które miały palić wyżydzonego papierosa. Wyżydzony od cudownego chłopaka, z którym relacje, oczywiście kompletnie zjebałam, nie odzywa się do mnie już miesiąc. No cóż. Co do szluga. Nie pamiętam jakiej był "marki". Nie patrzyłam wtedy. Chodziło tylko żeby się tego dymu nie nawdychać. Wzięłam dym do buzi i od razu go wypuściłam. Na początku nie widzieli jak to robię. Zajmowali się sobą. Za chwilę zauważyli. Jedna z najbardziej upokarzających mnie sytuacji, nie umiem się zaciągać. No trudno. Próbowali mnie uczyć, ale nauczycieli miałam takich, że pożal się Boże. Miałam straszne wyrzuty sumienia. Jeszcze dwa, trzy zapaliłam od razu wydmuchiwając dym. Potem zrozumiałam sama. Kupiłam paczkę czerwonych l&m. Jak na początek, to zbyt mocne. Wzięłam jednego na pół z koleżanką. Byłam w niebie, tak czy tak.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›